poniedziałek, 23 października 2017

Może gdzieś jest jakiś świat, ale my go nie widzimy

Tak było w niedzielę rano, ale potem się trochę poprawiło. Nie padało.
I to by właściwie wystarczyło jako opis wycieczki.
Po wyjściu z pociągu na stacji Starachowice Michałów prawie widzieliśmy Kamienną oraz tablicę informującą o historii tutejszej chwilowo niewidzialnej pudlingarni. 

 Kamienna znika we mgle

czwartek, 19 października 2017

Moja wymarzona (zbyt) ambitna wycieczka

Od pewnego czasu „ciągnie” mnie w okolice raczej górskie. Oczywiście na nasze, świętokrzyskie możliwości.
Tym razem zapragnęłam zajrzeć na początek czerwonego szlaku im. Edmunda Massalskiego. 
W gruncie rzeczy, mam ochotę i na drugi koniec tego szlaku, ale tam to już pojedziemy, jak się cieplej zrobi, bo trzeba wyjechać z domu o nieprzyzwoicie wczesnej porze.
W ładny październikowy dzień startujemy w Kuźniakach. Jak się okazuje, tak dawno tam nie byłam, że widok osiemnastowiecznego pieca zupełnie mnie zaskoczył. Zarósł, biedaczek, już mocno.

ruiny wielkiego pieca z roku 1782

środa, 18 października 2017

Młodym być

Kiedy pierwszy raz (10 lat temu) nasza mała gromadka przyjechała do Cieszyna, ruszyliśmy zdobywać beskidzkie szczyty. Zaliczyliśmy wtedy i polskie i czeskie, a na Czantorii byliśmy aż dwa razy.
Jedno nas tylko nęciło i odstraszało jednocześnie – wejście na Czantorię czerwonym szlakiem przy wyciągu krzesełkowym z Ustronia. Widać było, że to strome podejście. Za starzy na to jesteśmy. Wybraliśmy łagodniejsze trasy.

wyciąg na Czantorię 

poniedziałek, 16 października 2017

Kilka jesiennych obrazków

Tyle. 
Aż tyle. 
I tylko tyle.
W niedzielę dwaj koledzy wędrowali jesiennymi ścieżkami. Otrzymałam zdjęcia, którymi się dzielę z czytelnikami.  

Pasmo Zgórskie - na ścieżce dydaktycznej

sobota, 14 października 2017

O tym, jak zaszaleliśmy za sto koron (czeskich)

I jeszcze parę drobniaków reszty nam zostało.
Taką oto bajońską sumę przywiózł ze sobą do Cieszyna kolega Ed (zostało mu z poprzednich wyjazdów). Trzeba było to sensownie przepuścić.
W tym celu wybraliśmy się bladym świtem na dworzec kolejowy w Czeskim Cieszynie i nabyli bilety do stacji Vendryne (po polsku Wędrynia). Na powrót już przybrakło. Musieliśmy więc dotrzeć do Polski pieszo.

czwartek, 12 października 2017

Sercem malowane

Nie tak dawno temu, bo w lipcu, spotkaliśmy na trasie naszej wędrówki uczestniczki pleneru malarskiego w Mostkach prowadzonego przez panią doktor Aleksandrę Potocką-Kuc (tu link, żeby sobie przypomnieć). Wtedy na sztalugach znajdował się ten obraz:

jeszcze powstaje

środa, 11 października 2017

U Lariszów dla mej lubej rwałbym kwiaty w ich ogrodzie*

Ten fragment „Cieszyńskiej” przyczepił się do mnie podczas niedzielnej wędrówki zielonym szlakiem rowerowym na północ od Cieszyna. Dlaczego? Wyjaśnię w stosownym czasie.
Zanim dotarliśmy do wspomnianego szlaku, trzeba było przejść od głównej szosy Katowice – Cieszyn na zachód. Po drodze, jak to po drodze – trochę widoków, jakieś zabudowania, lasek. Ale natknęliśmy się na dwa zaskakujące miejsca. Pierwsze to pastwisko, na którym krów pilnował najdziwniejszy pastuszek świata. I miał posłuch niesamowity. W razie problemów dziobał krowę w tylną nogę i po sprawie. Nie wierzycie? Zobaczcie.

na pastwisku